Pomnik niedźwiedzia Wojtka w Imola
Matka i ojciec nieznani. Pochodzenie: syryjski niedźwiedź brunatny. Nazwano go Wojtek, zdrobnieniem od Wojciecha (słowiańskiego imienia oznaczającego „tego, któremu walka przynosi radość”). Był to wybór zdecydowanie trafny. Niedźwiedź Wojtek (1941‒1963) to szczególny wątek polskiego czynu zbrojnego podczas drugiej wojny światowej. Jego biografia zaś stanowi znakomity sposób opowiadania współczesnym, zwłaszcza najmłodszym, o losach Polaków w czasie wojny i po jej zakończeniu.
Jeden z opiekunów Wojtka, prof. Wojciech Narębski (1925‒2023), wspominał: Gdy trafiłem do kompanii, niedźwiadek „służył” tam od miesiąca. Mówili na niego ‘duży Wojtek’, a na mnie ‘mały Wojtek’. O tym, jak brunatny niedźwiedź znalazł się wśród żołnierzy, krążą różne opowieści. Prawda jest taka, że pochodził z Persji. Myśliwi zastrzelili jego matkę, a małego misia uratował tamtejszy chłopiec. Niedźwiadek spodobał się jednej z Polek [Irenie Bokiewicz] i oficer [por. Anatol Tarnowiecki – przyp. aut.], który opiekował się Polakami podróżującymi do Teheranu, wykupił go, by sprawić jej przyjemność. Szybko się jednak okazało, że miś jest niesforny, dokucza, wyjada jedzenie. Zdecydowano, że trzeba się go pozbyć. Za zgodą gen. Boruty-Spiechowicza, dowódcy 5 Dywizji, który wówczas przebywał w Teheranie, niedźwiedź trafił do żołnierzy z kompanii zaopatrzenia [2, później 22 Kompania Zaopatrywania Artylerii – przyp. aut.].
Niedźwiedź Wojtek towarzyszem broni
Małego niedźwiadka karmiono mlekiem z butelki po wódce, przez skręcony ze szmat smoczek. Gdy podrósł, miał przydzielony żołd (powiększone racje żywnościowe), a za dobre zachowanie nagradzano go marmoladą, miodem, owocami i syropami. Także kawą, papierosami i piwem, jego ulubionym napojem, choć nie gardził też winem. W wieku dojrzałym ważył ok. 230 kg i mierzył ok. 180 cm. Był ulubieńcem towarzyszy broni, jak i dokonujących inspekcji Korpusu generałów i polityków oraz napotkanej ludności.
To był nasz przyjaciel, pocieszyciel, łagodne zwierzę, którego obecność polepszała atmosferę w oddziale i podnosiła morale żołnierzy – wspominał prof. Narębski. Wojtkowi nadano stopień szeregowca, by pokonać formalności związane z transportem z Egiptu do Włoch. Od tej pory miał numer służbowy, książeczkę wojskową i przydział na papierosy.
Niedźwiedź-żołnierz
Wbrew rodowym tradycjom, żyjąc w ciepłym klimacie i mając stały dostęp do jedzenia, nie zapadał w sen zimowy. Zdarzyło się też, że skorpion użądlił Wojtka w nos. Przez kilka dni wydawało się, że nie przeżyje. Ale dzięki opiece wkrótce wrócił do zdrowia. Zżył się z opiekunami, wykonywał ich rozkazy. Wspólnie z nimi jadł i spał w jednym namiocie. Nauczono go salutować. Uwielbiał zapasy z żołnierzami. Zintegrował się z życiem żołnierzy oddziału, naśladował zachowania ludzi.
W czasie bitwy o Monte Cassino (gdy oswoił się z hukiem wybuchów bomb i pocisków), sam, zupełnie nieszkolony, nauczył się przenosić skrzynie z amunicją ważące 45 kg każda. Zastępował w ten sposób czterech żołnierzy. Żadnej nigdy nie upuścił. I to w okresie, gdy sam ważył ok. 90 kg. Oczywiście nie działo się tak bez zachęt i przysmaków. Wojtek sam decydował o wymiarze godzinowym swojej służby.
Awansowano go honorowo na kaprala. Także po to, by oficjalnie wpisać go na listę personelu Korpusu Polskiego. By upamiętnić jego udział w walkach, ustanowiono emblemat 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii: niedźwiedź niosący w łapach duży pocisk. Później Wojtek brał udział w wyzwalaniu Ankony i Bolonii. Przeszedł z 2 Korpusem Polskim przez Persję, Irak, Syrię, Palestynę, Egipt i Włochy.
Niedźwiedź-kombatant
Po wojnie niedźwiedź trafił z żołnierzami gen. W. Andersa do Szkocji. W 1947 r., po rozformowaniu jednostek 2 Korpusu Polskiego, Wojtek trafił do ZOO w Edynburgu. Uwielbiał odwiedziny weteranów, z których wielu osiedliło się w Wielkiej Brytanii. Był ulubieńcem okolicznej ludności i prasy. Często gościł w Blue Peter, telewizyjnym programie BBC dla dzieci. Odszedł 2 grudnia 1963 r., w wieku 21 lat.
Pomnik Wojtka w Imoli
Imola (położona ok. 40 km na południowy wschód od Bolonii) to jedno z miast, które Polacy wyzwolili w kwietniu 1945 r. Jej strategiczne znaczenie wynikało z układu górzystego terenu na drodze do Bolonii. Zdobycie Imoli wymagało pokonania siedmiu rzek i siedmiu kanałów. Polacy zajęli miasto 14 kwietnia, ale poległo wówczas ok. 300 polskich żołnierzy, a ok. 600 było rannych.
Pomnikowy Wojtek w Imoli ma formę małego niedźwiadka. To zabieg edukacyjny, by przyciągnąć uwagę najmłodszych. Miś wspina się po kamiennych stopniach (nawiązanie do wzgórz tamtejszej prowincji), osadzając na ich szczycie flagi Polski i Włoch. Lewą łapą trzyma beret żołnierski z orłem i odznaką macierzystej 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii.
Autorem pomnika jest włoski rzeźbiarz, prof. Luigi Enzo Mattei (ur. 1945). Miś Wojtek stoi na skwerze Giardino Generale Anders, gdzie znajduje się też pomnik gen. Władysława Andersa i jego żołnierzy (autorstwa tego samego artysty). W 2015 r., w siedemdziesiątą rocznicę wyzwolenia Imoli, skwer przy Via della Resistenza, na którym odsłonięto pomnik, otrzymał imię Niedźwiedzia Wojtka. W uroczystości – zorganizowanej m.in. przez Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych – udział wzięli żyjący żołnierze 2 Korpusu Polskiego, w tym dawni opiekunowie Wojtka.
Piotr Goltz